W latach 1950-51 żołnierze oddziałów Jana
Leonowicza „Burty”, Henryka Kwaśniewskiego „Luxa”, Józefa Złomańca „Mosiądza”,
Mieczysława Wróblewskiego „Szuma” i Stanisława Pakosa „Wrzosa” stanowili już
ostatnie punkty zbrojnego oporu antykomunistycznego na południowo-wschodniej
Lubelszczyźnie. Tym zacieklej starano się ich zlikwidować. W tym celu powołano
nową lub uaktywniono dotychczasową sieć informacyjno-agenturalną poszczególnych
jednostek UB lub MO.
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego
w Hrubieszowie prowadził działania mające na celu agencyjne rozpracowanie
oddziału „Szuma” lub poszczególnych jego członków poprzez sieć informatorów. W
różnych okresach przy rozpracowaniu oddziału „Szuma” pracowali informatorzy i
agenci o pseudonimach m.in. „Butelka”, „Cegła”, „Czarny”, „Dąb”, „Faraon”,
„Flaszka”, „Grab”, „Gruby”, „Grzyb”, „Gwiazda”, „Jagoda”, „Jaskółka”,
„Jastrząb”, „Jaś”, „Kardynał”, „Kąt”, „Kilof”, „Kociur”, „Krata”, „Leonowicz”,
„Lew”, „Małgorzata”, „Meteor”, „Młot”, „Motyl”, „Nawrócony”, „Orzeł”, „Papież”,
„Posłuszny”, „Powolny”, „Rolnik”, „Róg”, „Sęp”, „Uparty”, „Ważny”, „Wąsik”,
„Wilk”, „Wojciech”, „Zamieć”, „Zawieja”, „Zawierucha”, „Żak”, „Żak II”, „Żuk”,
„Żuk II”. Nadto wykorzystywano osoby zaufane oznaczone symbolami numerycznymi.
Z zestawienia sporządzonego w dniu 21 IX 1951 r. wynikało, że do rozpracowania
oddziału „Szuma” na terenie 6 gmin Urząd Bezpieczeństwa zwerbował łącznie 9
agentów i 33 informatorów. Rozpracowanie agenturalne nosiło kryptonim „Bojówka”
i zostało założone 1 III 1951 r. W jednym z raportów wskazano, że: „Ostatnio
Wróblewski Mieczysław ps. „Szum” operuje na terenie gm. Miączyn i Grabowiec,
pow. Hrubieszów oraz Sitno pow. Zamość gdzie posiada swoje bazy i swój teren
działania tj. zorganizowanych ludzi. […] W okresie zimowym w 1950-1951 r.
„Szum” najwięcej melinował się we wsi Świdniki, gm. Miączyn u swych
najbliższych współpracowników, jak Marcyniuka Edwarda, Mielniczuka Piotra,
Niedźwiedzia Piotra, Kryszczuka Bolesława oraz częściowo przebywał u Kołodzieja
Edwarda we wsi Żuków, gm. Miączyn i Kozyry Józefa zam. Czartoria gm. Miączyn.
Główna melina i punkt kontaktowy bandy „Szuma” mieści się u Marcyniuka Edwarda
zam. Świdniki i u niego to w domu „Szum” odebrał przysięgę na wierność
organizacji od naszego agenta „Zawieji”, któremu jednocześnie dał zadanie
sporządzenia wykazu wszystkich członków partii z terenu gm. Miączyn z czego
wynika, że „Szum” w tym to okresie rozbudowywał sobie wywiad i
rozbudowywał bandę werbując nowych członków do nielegalnej organizacji. Również
u tegoż to Marcyniuka Edwarda w/g danych od agenta „Zawieji” „Szum” zimą 1951
r. organizował pogadanki z najbliższymi swymi współpracownikami na których to
przepowiadał rychłe nastąpienie trzeciej wojny światowej i zmian; poruszał
również temat sytuacji na Korei i jak zbroja się państwa imperialistyczne.
„Szum” do lutego 1951 r. najczęściej ukrywał się tam utrzymując kontakty z
najbliższymi ludźmi, a od tego to czasu ludzi zgrupował i ponownie stanął na
czele bandy. W podanym terenie działania bandy „Szuma” na przestrzeni 1950-51
r. napadów terrorystycznych lub rabunkowych nie odnotowano, zaś w okolicach
było dokonanych szereg napadów przez dotychczas nie ustalonych bandytów, lecz
nie znając całego składu bandy „Szuma” można przypuszczać, ze takowych
dokonywali jego członkowie”.
Niemniej jednak chociażby z powyższego dokumentu wynika, że jeszcze przed
formalnym wszczęciem tego rozpracowania UB posiadało na tym terenie sieć
obejmującą co najmniej 7 informatorów, która dostarczała dane dotyczące
współpracowników oddziału „Szuma” oraz jego członków. Początkowo PUBP w
Hrubieszowie nie uzyskało istotnych informacji o działalności oddziału i jego
współpracowników bowiem dotychczasowa siec agenturalna była nieliczna, a także
nienależycie instruowana w jakim zakresie ma zbierać informacje. Urząd
Bezpieczeństwa w Hrubieszowie wskazywał, że do aktywnego rozpracowania oddziału
„Szuma” przystąpiono w październiku 1950 r. z chwilą utworzenia grupy
operacyjnej. Do tego czasu PUBP w Hrubieszowie nie posiadał żadnych materiałów
dotyczących tego oddziału. W okresie rozpracowania, od października 1950 r. do
7 X 1951 r. popełniono szereg błędów hamujących rozpracowanie agenturalne.
Niemniej jednak pomimo ich popełnienia rozpracowano bazę oddziału, dokonano
kilku werbunków. Do sierpnia 1951 r. nikogo nie aresztowano bowiem nie
dowierzano doniesieniom agenturalnym. Brak aresztowań, a więc brak materiałów
śledczych, utrudniał rozbudowę sieci agenturalno-informacyjnej. Jak się wydaje
było to powodem braku obciążających informacji dotyczących innych osób,
uzyskanych od aresztowanych, które można byłoby wykorzystać jako podstawę
ewentualnego werbunku informatorów „na kompromitujących materiałach”. Jako
błędne wskazano działanie UB m.in. przy werbunku „Dęba” (niedokładne
przesłuchanie), W.P. ps. „Kłos” (w dokumencie podano błędny pseudonim „Kłos”
zamiast „Grab”). Podnoszono, że błędem było zwerbowanie go pomimo, że był
członkiem oddziału „Szuma”. Jako pozytywne oceniono werbunki agentów „Meteora”
i „Żaka”.
Wieczorem 21 V 1952 r. „Szum” przybył na kwaterę do
Stanisława Buciora w Gliniskach gm. Uchanie, położonych w odległości ok. 17 km na płn-zach. od
Hrubieszowa i ok. 11 km.
na płn-wsch. od Grabowca. Jak się okazało był to informator UB o pseudonimie
„Chciwy”. 23 V 1952 r. informator złożył pisemne doniesienie, w którym podał
rysopis i ubiór Wróblewskiego. Wskazywał w nim: „Melduję, że przebywa w mojej
stodole bandyta Wróblewski Mieczysław ps. „Szum” pochodzący z kol. Staszyc [sic! kol. Staszic]
[…]. Wymieniony posiada przy sobie broń: automat PPSz, pistolety dwa, a to: „Vis”
i „Mauser” w pokrowcu. Wymieniony przyszedł do mnie w dniu 21 maja 1952 r. w
godzinach wieczornych do domu. […] powiedział on, że pozostanie on u mnie do
niedzieli 25.V.1952 r. gdyż musi wypocząć dodał on że przed tym zanim do mnie
przyszedł przez trzy dni był w lesie i przemarzł. Na jego słowa ja zgodziłem
się zakwaterować go. […] Przez ten czas tj. we czwartek jedzenie nosiłem mu
osobiście ja. Dzisiaj rano jedzenie zaniosła mu moja żona Stefania. […] dnia 22
V 1952 r. w godzinach popołudniowych […] zastałem „Szuma” na zwyżkach z moją
żoną, która mówiła mu o tym, że ja poprzednio współpracowałem z UB. Wróblewski
Mieczysław odpowiedział jej, że jeśli tylko odejdzie z kwatery ode mnie to tą
sprawę ze mną załatwi. I ja słuchałem to z obory i wnioskowałem, że przez słowa
[…] „że ze mną to załatwi” powiedział on, że mnie zabije”.


23 V 1952 r. około
południa „Chciwy” przybył do sekretarza gminnego PZPR w Uchaniach, skąd
zadzwonił do PUBP w Hrubieszowie prosząc o spotkanie. Rozmowa widocznie nie
przyniosła rezultatu bowiem „Chciwy” spotkał się następnie z komendantem
posterunku MO w Uchaniach. W jego trakcie poinformował funkcjonariusza MO, że w
jego zabudowaniach przebywa „Szum”. Milicjant zadzwonił do PUBP w Hrubieszowie
prosząc o pomoc. Na miejsce wysłano grupę operacyjną złożoną z ok. 20
funkcjonariuszy UB i KPMO w Hrubieszowie. Towarzyszyli im pracownicy Wydziału
III WUBP w Lublinie podlegli szefowi
tego Wydziału Bronisławowi Świcie. Grupa przybyła do Uchań. Tam „Chciwy”
poinformował ich, że Wróblewski ukrywa się u niego w „wyżkach” tzn. strychu nad
oborą. Miał pozostawać u niego do 25 maja 1952 r. Informator podał jego dokładny
rysopis oraz wskazał, że jest uzbrojony w automat PPSz oraz dwa pistolety: „Vis”
i „Mauser”. Uzgodniono, że „Chciwy” powróci do domu, celem sprawdzenia czy
„Szum” nadal przebywa w jego zabudowaniach. Jego dalszy pobyt na „melinie” miał
zasygnalizować UB przez zdjęcie z głowy czapki i podniesienie jej do góry. Ten
sygnał miał spowodować rozpoczęcie działań obławy. W jej trakcie „Chciwy” miał
opuścić dom i udać się do wsi. Planowano, że dla odsunięcia podejrzeń
miejscowej ludności, że to „Chciwy” sprowadził UB, grupa operacyjna miała
aresztować jego żonę. Około godz. 15.30 „Chciwy” wyjechał z Uchań do domu.
Grupa operacyjna, złożona z 20 osób (funkcjonariusze PUBP Hrubieszów i KPMO
Hrubieszów) przybyła do lasu otaczającego Gliniska od północnej strony. Tam
podzieliła się na trzy podgrupy zajmując pozycje na skraju lasu. Około godz.
17.00 „Chciwy” dał umówiony znak. Obława otoczyła zabudowania kilku gospodarzy,
w tym zabudowania „Chciwego”. Następnie rozpoczęto ich przeszukiwanie. Wówczas
zaczęła palić się stodoła „Chciwego”, a po chwili wybiegł z niej „Szum”
uzbrojony w „pepeszę”. Usiłował uciec z zabudowań Buciorów do położonego obok
gospodarstwa. Został jednak zauważony i oddano w jego kierunku serię strzałów,
po której upadł. Po chwili wybuchł granat, który „Szum” trzymał w ręce. To
spowodowało jego śmierć. Pożar strawił dom mieszkalny, stodołę z oborą oraz
sprzęty gospodarskie Stanisława Buciora oraz stodołę i oborę należące do
sąsiada Władysława Tołpy. Przy „Szumie” znaleziono automat PPSz i pistolet „Vis”.
Nie znaleziono drugiego pistoletu, który prawdopodobnie spalił się w stodole.
W innym dokumencie wskazano, że „Szum” wybiegł z
mieszkania do stodoły i tam upadł detonując granat, który był przyczyną pożaru
4 budynków. Podnoszono, że ciało „Szuma” wyciągnięto ze stodoły dopiero po
likwidacji pożaru, co zdaje się przemawiać za tym, że po strzałach obławy wbiegł
on z powrotem do stodoły.
 |
| Zdjęcie pośmiertne "Szuma" wykonane przez UB |
PUBP w Hrubieszowie wnosiło o przeniesienie
informatora „Chciwego” na teren województwa krakowskiego. W odpowiedzi na
powyższe WUBP w Lublinie skierował pismo do szefa WUBP w Krakowie, w którym
wskazywał, że informator „Chciwy” współpracował z UB od 1945 r., a z powodu
rozpracowywania i likwidacji jednej z band został częściowo zdekonspirowany. Z
uwagi na możliwość zemsty na nim polecano go jako informatora WUBP w Krakowie.
Nie wiadomo jakie były dalsze losy „Chciwego” bowiem taki pseudonim oraz
nazwisko nie występuje w dostępnych kartotekach.
Szef PUBP Hrubieszów Feliks Chojęta tak wspominał
działania, które doprowadziły do likwidacji „Szuma”: W 1952 r. przystąpiłem do realizacji nowej sprawy założonej na dowódcę
rejonu Inspektoratu Zamojskiego AK WiN o nazwisku Wróblewski posługiwał się on
pseudonimem „Szum”. Był to doświadczony kadrowy bandyta [sic! partyzant], a
stąd też praca operacyjna trwała stosunkowo długo, prawie 1,5 roku. Dogodny dla
niego teren lesisty na którym rzadko rozrzucone były zabudowania chłopskie,
sprzyjały w ukrywaniu się bandyty. Szeroka baza starych i nowych meliniarzy
ułatwiała mu przebywanie na tamtejszym terenie. Ciągle pozyskiwaliśmy nowych
tajnych współpracowników, którzy „krążyli” wokół Wróblewskiego, ale nie mieli
bezpośredniego dotarcia. Stale pozyskiwaliśmy nowych, a eliminowaliśmy starych
agentów. W końcu udało się nawiązać kontakt z bandytą „Szumem” poprzez jednego
z wyeliminowanych już informatorów, który pomagał mu egzystować. Po pewnym
czasie w dogodnej dla informatora sytuacji, skontaktował się z pracownikami
Urzędu Bezpieczeństwa w Hrubieszowie przekazując informacje o bandycie i
meliniarzu. Sporządziłem szczegółowy szkic zabudowań i rozpoczęliśmy
współpracę. Po uzyskaniu informacji o pobycie ps. „Szuma” na melinie zebrałem
grupę funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i Komendy Powiatowej Milicji
Obywatelskiej, która liczyła siedmiu uzbrojonych ludzi. Odjeżdżając w teren
zameldowałem szefowi Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie
o planowanej akcji. Po przyjeździe samochodem do koloni Stasin [sic! kol.
Staszic] udaliśmy się pieszo na drugą stronę lasu. W tym miejscu spotkaliśmy
się z Z-cą Naczelnika Wydziału III [WUBP Lublin] kapitanem [Bronisławem] Świtą,
z którym opracowaliśmy gorączkowo plan likwidacji bandy. Zapadła decyzja, że
kapitan Świta pozostanie na skraju lasu wraz z trzema ludźmi, a ja i dwóch
pracowników spróbujemy się przedostać na drugą stronę wsi, a następnie okrążyć
zabudowania od strony przeciwnej. Kiedy weszliśmy na nizinę, którą w zasadzie
byłoby lepiej przejść na drugą stronę wioski spotkaliśmy wiele osób pracujących
w polu. Na nasz widok chłopi zaczęli uciekać do wioski. Wobec takiej sytuacji
zmuszony byłem zmienić plan działania i na własną rękę działać. Postanowiłem
natychmiast jak najkrótszą drogą dotrzeć do meliny, obstawić ją, a potem
dociągnąć obstawę ze skraju lasu. Jeszcze nie zdążyłem sprowadzić obstawy, a
już bandyta ps. „Szum” próbował ucieczki do lasu. W tym też celu bandyta oddał
kilka strzałów z automatu M.P., a potem rzucił dwa granaty. Na strzały „Szuma”
odpowiedział funkcjonariusz Pacholik, oficer śledczy naszej jednostki,
zmuszając bandytę do wejścia z powrotem do stodoły. Po chwili zobaczyliśmy
kłęby dymu wydobywające się ze stodoły, gdzie była melina, a za moment wybuchł
wielki płomień, który ogarnął całą stodołę . Bandyta pod osłoną dymu próbował
uciekać do lasu. „Szum” ponownie też otworzył ogień z broni automatycznej i
wyrzucił ostatni granat, który przedwcześnie wybuchł rozrywając mu ciało na
rękach, piersiach i brzuchu, co było niewątpliwie jedną z przyczyn
natychmiastowego zgonu. Jednak do wspomnień Chojęty należy podchodzić z dużą
ostrożnością bowiem sprzeczne są z cytowanymi wyżej dokumentami UB. Nie zgadza
się w nich miejsce zdarzenia, które było w Gliniskach a nie w kol. Staszic,
odległej kilka kilometrów od rzeczywistego miejsca śmierci „Szuma”. Występuje
sprzeczność co do osoby informatora, którą jak się wydaje należy tłumaczyć
chęcią ochrony źródła doniesienia. Kolejną sprzeczną informacją jest ilość osób
biorących w obławie oraz podjęte działania. Według Chojęty nie otoczono bowiem
zabudowań, co zresztą byłoby niemożliwe gdyby w akcji PUBP i MO wzięły udział
jedynie trzy osoby. Z kolei opierając się na jego opisie obławy „Szum” nie
miałby trudności z opuszczeniem zabudowań Buciora i nie musiałby szukać
schronienia w stodole. Takie działanie partyzanta może być jedynie uzasadnione
faktem otoczenia budynków przez grupę operacyjną. Należy jednak podnieść, że
Chojęta wyraził, jak się wydaje mimochodem, uznanie dla „Szuma” i jego
współpracowników wskazując na jego doświadczenie oraz niemożność ujęcia przez
tak długi okres wynikającą z udzielanej mu przez miejscową ludność pomocy.
Ciało Wincentego Mieczysława Wróblewskiego „Szuma” zostało zabrane przez UB i do chwili
obecnej nie ustalono miejsca pochówku ostatniego dowódcy "lotnej żandarmerii" II
Inspektoratu Zamojskiego AK. Około 1950 r. ożenił się z Marią Lisiecką. Dzieci nie
mieli.
Postanowieniem Prezydenta RP z dnia 20 maja 2021 r. został pośmiertnie awansowany do stopnia podporucznika WP.