wtorek, 1 października 2019

Ojczyzna oddała hołd walczącym o Wolną Polskę. Uroczysty pogrzeb w Radecznicy żołnierzy II Inspektoratu Zamojskiego AK



W dniach 29-30 września 2019 r. odbył się uroczysty pogrzeb żołnierzy II Inspektoratu Zamojskiego Armii Krajowej wchodzących w skład grupy zbrojnej dowodzonej przez Stanisława Pakosa "Wrzosa": Pawła Kalinowskiego "Francuza", Józefa Pysia "Ostrego" i Mieczysława Szewczuka "Włocha". Uroczystości, wraz z ceremoniałem wojskowym, zostały zorganizowane przez  Wojewodę Lubelskiego, Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Zamość, Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz Stowarzyszenie Głos Bohatera.
       Kpr. rez. Józef Pyś "Ostry" od 1943 r. był żołnierzem AK a następnie WiN Obwodu Zamość. Po zatrzymaniu w dniu 29 grudnia 1945 r. przez MO w Zamościu został osadzony w więzieniu przy ul. Okrzei w Zamościu, skąd 8 maja 1946 r. uwolnił go oddział WiN ppor. Romana Szczura "Urszuli", który opanował więzienie. Nadal pozostawał w konspiracji. Od marca 1948 r. był żołnierzem II Inspektoratu Zamojskiego AK (oddziału Stanisława Pakosa "Wrzosa" Został w dniu 18 lutego 1951 r. ciężko ranny w trakcie potyczki z patrolem Milicji Obywatelskiej w Zamościu. Pomimo przewiezienia do szpitala i wykonania operacji zmarł. Został pochowany w bezimiennej mogile na Cmentarzu Unickim w Lublinie.W wyniku prac ekshumacyjnych Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie jego szczątki odkryto 11 września 2018 r. Informację o jego identyfikacji podano do publicznej wiadomości 17 czerwca 2019 r. Postanowieniem Prezydenta RP z 19 VI 2019 r. nr 112-48-2019 został mianowany pośmiertnie na stopień podporucznika.
     Mieczysław Szewczuk "Włoch" był od kwietnia 1951 r. żołnierzem oddziału Stanisława Pakosa „Wrzosa” z II Inspektoratu Zamojskiego AK. 28 września 1951 r. po potyczce koło Dzierążni został zatrzymany przez MO i PUBP Tomaszów Lub. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie z 20 grudnia 1951 r. sygn. Sr 760/51 został skazany na karę śmierci i 7 lutego 1952 r. ok. godz. 23.00 stracony w więzieniu na zamku w Lublinie. Jego szczątki odkryto 28 listopada 2018 r. podczas prac ekshumacyjnych Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie. Informację o jego identyfikacji podano do publicznej wiadomości 17 czerwca 2019 r.  .
     Paweł Kalinowski "Francuz" początkowo był współpracownikiem oddziału Stanisława Pakosa „Wrzosa”, któremu udzielał kwatery oraz informacji o ruchach MO i UB. Od lutego 1951 r. był żołnierzem jego oddziału i dowódcą placówki w Pniówku. 27 października 1951 r. został zatrzymany w Pniówku przez PUBP Zamość. 20 grudnia 1951 r. wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie z  sygn. Sr 760/51 został skazany na karę śmierci i 7 lutego 1952 r. ok. godz. 23.00 stracony w więzieniu na zamku w Lublinie. Jego szczątki odkryto 11 listopada 2018 r. podczas prac ekshumacyjnych Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie. Informację o jego identyfikacji podano do publicznej wiadomości 17 VI 2019 r. 
      W dniu 29 września 2019 r. uroczyste pożegnanie trzech Żołnierzy Niezłomnych odbyło się w kościele pw. Matki Bożej Bolesnej w Wólce Panieńskiej. 



     W Radecznicy w uroczystym kondukcie trumny przewieziono na lawecie do bazyliki. 




       W uroczystościach uczestniczyli m.in. premier Pan Jacek Sasin, poseł na Sejm RP i prezes ŚZŻAK Okręg Zamość Pan Sławomir Zawiślak, wojewoda lubelski Pan Przemysław Czarnek, prezes IPN Pan prof. Krzysztof Szwagrzyk, dyrektor IPN o/Lublin Pan Marcin Krzysztofik, poczty sztandarowe, przedstawiciele władz i służb mundurowych, członkowie rodzin Żołnierzy Niezłomnych, weterani, harcerze z hufca hm Anny Rojek, Stowarzyszenie Motocyklowe Rajd Katyński, oraz zgromadzona ludność. W czasie uroczystego pogrzebu  patent oficerski śp. Józefa Pysia odebrał członek jego rodziny Pan Adam Pyś.



Po mszy świętej, okryte flagami narodowymi, trumny ze szczątkami żołnierzy II Inspektoratu Zamojskiego AK, przeniesiono celem ich złożenia w krypcie bazyliki. Flagi i rogatywki uroczyście przekazano rodzinom "Ostrego", "Francuza" i "Włocha" (w imieniu rodziny "Włocha" odebrał je Pan Dariusz Pilarski). Następnie przemawiał Pan prof. Krzysztof Szwagrzyk a w imieniu rodzin Pan Adam Pyś. Oddano salwy honorowe, trumny uroczyście spoczęły w krypcie i złożono wieńce. 





https://www.radiozamosc.pl/wiadomosci/11252,pogrzeb-zolnierzy-niezlomnych
 https://www.gov.pl/web/kultura/uroczyste-pozegnanie-olnierzy-wykletych
https://www.facebook.com/BabciaFrania.88/videos/pcb.771896223264733/771893436598345/?type=3&theater
https://www.facebook.com/przemyslawczarnek/videos/548059199276749/UzpfSTEwMDAwNTEyMDc5ODIwNDoxMjgzMzE4OTM4NTE1NDU0/, - przemówienie Wojewody Lubelskiego
zdjęcia - Bartłomiej Szyprowski
                                                                                                     Bartłomiej Szyprowski
  

sobota, 31 sierpnia 2019

Relacja Feliksa Romana Brzozowskiego dotycząca śmierci W.M. Wróblewskiego "Szuma"





Dzisiejsza tj. 31 sierpnia 2019 r. wyprawa z Panem Krzysztofem Wróblewskim
w poszukiwaniu śladów II Inspektoratu Zamojskiego AK zaowocowała relacją członka Ochotniczej Straży Pożarnej z Uchań Pana Feliksa Brzozowskiego, który zgodził się opisać swoje wspomnienie. 
Gdyby nie Pan Krzysztof relacja nie ujrzałaby światła dziennego. Bardzo dziękuję za pomoc. 
Feliks Roman Brzozowski jest mieszkańcem Uchań. 13 stycznia 1943 r. wraz z rodziną został wysiedlony przez Niemców i przetransportowano ich do obozu przejściowego w Zamościu przy ul. Okrzei. W obozie w Zamościu dokonano segregacji Brzozowskich: rodziców i siostrę przewieziono do Siedlec, zaś on został wysłany na roboty przymusowe do III Rzeszy[1]. Trafił pod Berlin, gdzie przebywał conajmniej od 5 marca 1943 r. do końca II wojny światowej w 1945 r.[2]. W maju 1945 r.  powrócił do Uchań, gdzie, jak wskazywał, w tym samym miesiącu wstąpił do Straży Pożarnej. Była ona umiejscowiona w poniemieckim budynku, w którym z drugiej strony była Gminna Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska"[3]. Był w niej również w czasie obławy na ostatniego dowódcę lotnej żandarmerii II Inspektoratu Zamojskiego AK Wincentego Mieczysława Wróblewskiego "Szuma" w dniu 23 maja 1952 r. Pan Feliks Brzozowski wcześniej znał rodzinę Wróblewskich pochodzącą ze Staszica.  Jak się wydaje w chwili obecnej jest jedynym  żyjącym świadkiem śmierci "Szuma".

Relacja  Feliksa Brzozowskiego w sprawie śmierci W.M. Wróblewskiego „Szuma” spisana w Uchaniach przez Bartłomieja Szyprowskiego w dniu 30 sierpnia 2019 r.
 Pewnego dnia w 1952 r. daty nie pamiętam raniutko wpadło do remizy UB lub MO[4] nakazując zbierać się nam szybko. Myśmy – straż pożarna z Uchań -  o tym tj. o obławie na Wróblewskiego nic nie wiedzieli. Nie pamiętam czy mieliśmy wtedy jeszcze konie czy samochód ford, który był przez nas również używany[5]. Nakazano nam z pompą strażacką jechać do Glinisk. Pierwsza droga to była taka olszynka, którą jechaliśmy. A druga droga tam była okrężna. Dojechaliśmy do Glinisk. W tej olszynce widziałem pełno wojska. Tam stało dużo samochodów i teren był naokoło otoczony. Pojechaliśmy przez tą olszynkę do Glinisk do źródła zaopatrzenia w wodę tzw. krynicy. Tam już straż pożarna była z komendantem z Glinisk [Ludwikiem] Gardiasem. Tam nakazano nam pompę podłączyć do krynicy i czekać. Krynica była niżej a nad nią na górce były zabudowania Buciora. Ta krynica jest położona bliżej Uchań. Myśmy czekali. W pewnym momencie poszła między nami ustna wiadomość, plotka taka, że tam w chałupie Buciora jest Mieczysław Wróblewski. Ja go znałem on był bardzo przystojny. Znałem też jego rodzinę. Dom Buciora stał bokiem do krynicy równolegle do drogi a naprzeciwko niego stała stodoła, przy której od wschodniej, prawej strony, była wiata na drewno tzw. przybuk. Tam była tylko chałupa, stodoła i sad. Żadnych innych budynków nie było. Dom był od stodoły oddalony ok. 20-30 m. Z lewej strony stodoły nie było nic. Myśmy stali w odległości ok. 40 metrów, koło krynicy, bliżej nas wojsko nie wpuściło. Wojsko było wszędzie naokoło. Najwięcej było ich od strony lasu. Nikt nie mógł uciec. Oni chcieli go wziąć żywego. Może coś było negocjowane z Wróblewskim. Po jakimś czasie może to była godzina, ale nie wiem dokładnie ktoś powiedział: „O wyskoczył z mieszkania do stodoły”. Żołnierze podeszli i strzelając w słomianą strzechę zapalili stodołę[6]. A Mietek był w stodole. Jak się paliła stodoła a wiatr był od wschodu, dym był i on pod osłoną dymu chciał uciec. Wyskoczył z bronią ze stodoły. Tam na jego drodze stał kapitan i dwóch żołnierzy. Spodziewali się, że będzie chciał uciec. Wróblewski strzelił z „finki” [automatu PPsz] i ranił tego kapitana[7]. Ci żołnierze chyba się schowali. On go ranił gdzieś z przodu. Ja później tego kapitana widziałem w Hrubieszowie jak się leczył. Wróblewski widząc, że nie może się przedrzeć wrócił w stronę stodoły.  Przy stodole był przybuk, tam było jakieś pocięte drzewo. On nie miał gdzie uciec bo się stodoła paliła poszedł w ten przybuk. Odbezpieczył granat. Nikt do niego nie strzelał chcieli go wziąć żywego. Żołnierze wtedy blisko nie podchodzili. W pewnym momencie był stamtąd silny huk, aż słoma wyleciała w górę i to się paliło[8]. Żołnierze czekali a nam kazali lać na to wodę aby zagasić. Cała zgromadzona straż pożarna lała wodę na palącą się stodołę i ten przybuk.  Kazano nam też wyciągnąć ciało. Inni strażacy wiedzieli, że nasza straż pożarna z Uchań ma długie bosaki i dlatego nas wezwali. Mieliśmy najdłuższe bosaki w terenie. Miały ok. 8-10 m. a zostały wycięte z modrzewi, które rosły koło posesji Zduna w Staszicu. Ta stodoła miała długości ok. 30 metrów i jak się paliła ciężko było tam podejść. Bosakami staraliśmy się go wyciągnąć. Trzymaliśmy je ja i Mieczysław Ćwikliński[9], a za nami przy każdym było jeszcze kilku strażaków. Pomału my z tymi bosakami podeszliśmy, próbowaliśmy zaczepić ciało, aż w końcu nam się udało. Wyciągnęliśmy ciało do sadu czy na trawę. Nie miał części twarzy: miał oberwaną brodę, nie miał jednego oka, miał kawałek lewego ucha, ręce oberwane do łokcia i opalone. Ubrany był w krótką zieloną kurtkę wojskową i miał wnętrzności na wierzchu po wybuchu granatu[10]. Żołnierze rozebrali go, miał ze sobą przybory do golenia i pistolet. Wszystko odkładali na bok. Oni chcieli go wziąć żywego a on się nie dał. UB czy inni pojechali i przywieźli matkę Wróblewskiego, żeby go rozpoznała, ale nie mogła go rozpoznać z powodu ran głowy.  Potem komendant straży kazał nam składać bosaki i wyjechaliśmy. Z rozmów późniejszych wiem, że ten Bucior przyszedł do Uchań i zameldował no bo skąd wiedzieliby, że u niego Wróblewski jest. Bucior wyjechał na zachód bo jego tropiła potem partyzantka. Poza zabudowaniami Buciora inne się nie spaliły. 
Relacja i zdjęcie w zbiorach B. Szyprowskiego.  


[1] Wysiedlenia gminy Uchanie rozpoczęły się  13 stycznia 1943 r. Ogół ludności polskiej z Uchań, Rozkoszówki i Woli Uchańskiej Niemcy wywieźli do obozu w Zamościu, a na ich miejsce osiedlono rodziny ukraińskie, które wysiedlono z pow. zamojskiego. W pierwszym okresie akcji przesiedleńczej (listopad 1942 – marzec 1943) łącznie przez obóz w Zamościu przeszło 41 080 osób ze 116 wsi. Po przybyciu do obozu wysiedleńcy poddawani byli ścisłej rewizji, następnie po rejestracji (barak nr 2) i tzw. wstępnej selekcji rasowej (barak nr 3) przydzielani byli do poszczególnych baraków. Osoby zaliczone do I grupy (pochodzenie niemieckie) i do II grupy (mające prawdopodobnie domieszkę krwi niemieckiej) umieszczano w baraku nr 7, skąd byli kierowani do Łodzi w celu przeprowadzenia dokładnych badań rasowych, a następnie wywożono ich do Niemiec w celu germanizacji. Selekcje w grupie III i IV były przeprowadzane pod kątem przydatności do pracy. Zdolnych do pracy w wieku od 14 do 60 lat umieszczano w osobnych barakach i wywożono na roboty przymusowe do Niemiec. Dzieci do lat 14 i osoby powyżej 60 lat osadzano w oddzielnych barakach (nr 9a, 9b, 16 i 17), a osoby chore i ułomne w baraku nr 12. Wiele osób z tego baraku wywieziono do obozu koncentracyjnego Auschwitz, a także na Majdanek. Wywiezieni do Auschwitz przeważnie ginęli w komorach gazowych, dzieci uśmiercano zastrzykami fenolu. Niezdolnych do pracy, głównie dzieci, wywożono na Mazowsze Środkowe m.in. do Łaskarzewa, Siedlec, Garwolina, Pilawy, Łosic, Mord, Kałuszyna. Transporty zimowe w nieogrzewanych wagonach były przyczyną wielu zgonów, zwłaszcza dzieci - https://fotopolska.eu/Zamosc/b89586,Oboz_przejsciowy.html, dostęp: 31 VIII 2019 r.
[2] Kopia karty urlopowej Feliksa Brzozowskiego z 1944 r., w zbiorach autora
[3] W Uchaniach po II wojnie światowej była tylko Ochotnicza Straż Pożarna, która powstała w latach 1946-1947. Stąd dopiero w tym czasie, a nie w 1945 r., Feliks Brzozowski mógł zostać jej członkiem. Pierwotnie OSP w Uchaniach mieściła się w budynku, w którym był GS "Samopomoc Chłopska". Nie była to remiza, lecz trzymano tam materiały gaśnicze, Relacja Andrzeja Rosińskiego, 4 IX 2019 r., w zbiorach autora.
[4] Doniesienie do MO i UB o pobycie "Szuma" w zabudowaniach Stanisława Buciora zostało złożone 23 maja 1952 r. dopiero ok. godz. 12.00, stąd powiadomienie straży pożarnej mogło nastąpić najwcześniej po godz. 12,00, nie zaś "raniutko" jak wskazywał świadek. Z relacji wynika, że UB zawiadomił straż pożarną zanim jeszcze doszło do pożaru w zabudowaniach. Obława zaczęła się według raportu UB o 17.00, a przygotowania do niej od godz. 15.30. Stąd prawdopodobnie liczono się z wystąpieniem pożaru, IPN o/Lublin, Raport PUBP Hrubieszów, 24 V 1952 r.
[5] Samochód został przydzielony OSP w Uchaniach na początku lat 50., stąd możliwe, iż wówczas do Glinisk strażacy pojechali samochodem, Relacja Andrzeja Rosińskiego, 4 IX 2019 r., w zbiorach autora.
[6] Według raportu UB stodołę podpalił „Szum" („zauważono ogień zapalonej stodoły”, „wzniecony przez [..] Wróblewskiego pożar”), IPN o/Lublin, Raport PUBP Hrubieszów, 24 V 1952 r. Jednak wersja Brzozowskiego wydaje się sensowna. Zapalono stodołę, aby z niej wypłoszyć partyzanta i ująć go żywcem, zaś w raporcie odpowiedzialność przerzucono na partyzanta. Ewentualne podpalenie stodoły przez „Szuma", w sytuacji gdy w niej przebywał a nie wiadomo czy mógłby z niej uciec, należy uznać za działanie nieracjonalne. Bardziej prawdopodobna jest wersja Feliksa Brzozowskiego.
[7] Raport PUBP Hrubieszów z 24 maja 1952 r. nie wspomina w ogóle o tym, że w wyniku obławy został ranny jakikolwiek funkcjonariusz UB czy MO.
[8] Nie wiadomo nadal czy „Szum" został ranny i granat wybuchł przez nieuwagę (raport UB) czy też nie mogąc uciec, a nie chcąc oddać się żywcem popełnił samobójstwo. Zdjęcia pośmiertne  uwidaczniają  obrażenia na klatce piersiowej, co mogłoby potwierdzać wersję UB o zranieniu, ale również mogły powstać w wyniku wybuchu granatu.
[9] Był członkiem OSP i mieszkańcem Uchań. Obecnie nie żyje.
[10] Opis obrażeń oraz ubiór podane w relacji korelują z obrażeniami uwiecznionymi na zdjęciach pośmiertnych „Szuma”. Zdjęcia nie są zbyt szczegółowe jednak można na nich zauważyć naruszenie lewej strony twarzy (w tym m.in. brak oka, części ucha a także brak lewej dłoni) oraz to, że był ubrany w krótką kurtkę ciemnego koloru. Feliks Brzozowski z pewnością nie widział ww. zdjęć, stąd należny sądzić, że osobiście widział ciało „Szuma”.


czwartek, 25 lipca 2019

Franciszek Binkowski "Samotny"






      Urodził się  29 stycznia 1901 r. w Końskich. Był synem Tadeusza i Genowefy zd. Baczyńska. Ukończył 7 klas szkoły powszechnej w Końskich. Do 1917 r. przebywał przy rodzicach.
W latach 1917-1920 pracował w Zarządzie Gminnym w Końskich jako pomoc biurowa. W okresie 1922-1925 służył w 2. pułku saperów w Puławach. Później pracował jako urzędnik w prokuraturze Sądu Okręgowego w Zamościu. 
W styczniu 1950 r. w Zamościu w rozmowie z Władysławem Skowerą "Orkanem" zgłosił akces do II Inspektoratu Zamojskiego AK. Również w styczniu 1950 r. w mieszkaniu „Orkana” Marian Pilarski „Jar” odebrał przysięgę organizacyjną w II Inspektoracie Zamojskim AK od niego i  jego żony Ksawery. Miała ona charakter uroczysty. Po złożeniu palców na krzyżu Binkowski powtarzał za „Jarem” słowa przysięgi. Binkowski otrzymał od M. Pilarskiego pseudonim „Samotny”. Miał prowadzić działania wywiadowcze odnoszące się do spraw karnych na tle politycznym rozpoznawanych przez sąd tj. ustalać nazwiska funkcjonariuszy prowadzących śledztwo, dane oskarżonych oraz dane składu sądowego rozpoznającego sprawę karną. Jego zadaniem było utworzenie siatki wywiadowczej na terenie sądu. Raporty wywiadowcze składać ustnie „Jarowi”. M. Pilarski nakazał mu również zwerbowanie do organizacji pracowników sądu. 
„Samotny” w lutym 1950 r. zwerbował do organizacji i zaprzysiągł urzędników sądowych: Stanisława Bulińskiego „Szczerego” (sekretarza Wydziału Karnego), Łuczkę „Łysego” (sekretarza Wydziału Cywilnego), Władysława Kornelę „Bystrego” (sekretarz w Kancelarii Prezydialnej sądu), Woźnicę (sekretarza Sądu Grodzkiego) oraz Ludwika Dynaka „Nowego” (sekretarza prokuratury). Kilkakrotnie spotkał się z M. Pilarskim u "Orkana". Przedstawił mu też zaprzysiężonych przez siebie urzędników sądowych.
Jednak w odniesieniu do spraw karnych Binkowski wskazał Pilarskiemu, że są to sprawy rozpoznawane przez sąd wojskowy, do których nie ma dostępu. Żadnych innych informacji wywiadowczych nie przekazywał. Wydaje się, że na terenie sądu nie prowadzono żadnych działań wywiadowczych, co spowodowane było krótkim okresem czasu od zaprzysiężenia pracowników sądu do rozbicia struktur organizacji przez UB.
14 kwietnia 1950 r. „Samotny” został zatrzymany przez funkcjonariuszy PUBP Zamość i osadzony w więzieniu w Zamościu. 
23 czerwca 1950 r. ze względu na stan zdrowia został przeniesiony z więzienia na leczenie do Szpitala Powiatowego w Zamościu. Został umieszczony w sali na parterze. Około godz. 20.00 tego dnia, wykorzystując nieuwagę pilnującego go strażnika, wyskoczył oknem i uciekł. Ubrany był jedynie w bieliznę. Udał się do Jana Ziomkowskiego w Zamościu, który przenocował go na strychu. Zaopatrzył go również w spodnie i marynarkę. Stamtąd wieczorem 24 czerwca 1950 r. przeniósł się do Jana Wołocha. Gospodarz udzielił mu noclegu, żywności i ubrania oraz zaopatrzył w niewielką sumę pieniędzy. Kolejny dzień spędził ukryty u Stanisława Kotowskiego. Z kolei państwo Gruszka  zaopatrzyli go w żywność i udzielili schronienia na strychu do 27 czerwca 1950 r. Tego dnia wieczorem opuścił ich dom z zamiarem wyjazdu z Zamościa. Gdy był w pobliżu wsi pod Zamościem usłyszał warkot samochodu oraz szczekanie psów. Ukrył się jednak został odnaleziony i zatrzymany przez UB (w wyroku i dokumentach UB wskazano błędnie, że zgłosił się sam do PUBP Zamość). 
27 października 1950 r. F. Binkowski został oskarżony o to, że:
I.                   od początku stycznia 1950 r. do 14 kwietnia 1950 r. na terenie pow. Zamość usiłował przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego biorąc czynny udział w organizacji pod nazwą AK w obwodzie Inspektoratu Zamojskiego występując pod pseudonimem „Samotny” tj. o czyn z art. 86 § 2 Kodeku Karnego Wojska Polskiego
II.                w dniu 23 czerwca 1950 r. w Zamościu będąc zatrzymany przez Urząd Bezpieczeństwa w Zamościu na podstawie postanowienia Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie podczas przebywania w Szpitalu Powiatowym w Zamościu uwolnił się tj. o czyn z  art. 150 § 1 kodeku karnego.
        Sprawę rozpoznawał Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie, na sesji wyjazdowej w Zamościu, pod przewodnictwem por. Bolesława Kardasza. Oskarżał prokurator Anatol Janowski, zaś obrońcą był adw. Władysław Kubusiewicz. Wyrokiem tego sądu z 18 listopada 1950 r. sygn. Sr 541/50 został uznany za winnego tego, że od stycznia 1950 r. do 14 kwietnia 1950 r. w Zamościu brał udział w nielegalnej organizacji pod nazwą „Inspektorat Zamojski AK”  usiłującej przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego, będąc w niej członkiem zaprzysiężonym pod ps. „Samotny” tj. o czyn z art. 86 § 2 KKWP. Za to został skazany na karę 10 lat więzienia, utratę praw publicznych na 5 lat i przepadek całego mienia na rzecz Skarbu Państwa. Najwyższy Sąd Wojskowy w Warszawie postanowieniem z 18 stycznia 1951 r. sygn. Sn.Odw. S 4095/50 nie uwzględnił skargi rewizyjnej obrońcy i utrzymał wyrok w mocy.  
Sprawę jego ucieczki również rozpoznawał WSR pod przewodnictwem por. Bolesława Kardasza. Franciszek Binkowski wyrokiem WSR w Lublinie z dnia 15 lutego 1951 r. sygn. Sr 541/5115, został uznany za winnego tego, że w dniu 23 czerwca 1950 r. w Zamościu będąc pozbawiony wolności na podstawie postanowienia Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie, uwolnił się sam, wyskakując z okna na parterze budynku Szpitala Powiatowego w Zamościu, gdzie przebywał na leczeniu tj. o czyn z  art. 150 § 1 kodeku karnego. Za to został skazany na karę jednego miesiąca aresztu.
Zasądzoną karę pozbawienia wolności odbywał w więzieniach:
- w Zamościu – w okresie 15 kwiecień 1950 r. – 24 styczeń 1951 r.,
- w Lublinie -  w okresie 24 styczeń 1951 r. – 10 marzec 1951 r.,
- w Rawiczu – w okresie 10 marzec 1951 r. – 16 sierpień 1952 r.,
- w Nowogardzie – w okresie 16 sierpień 1952 r. – 28 wrzesień 1953 r.
Na wolność wyszedł 28 września 1953 r. jako zwolniony warunkowo i powrócił do Zamościa.
Zmarł 22 stycznia 1958 r. Spoczywa wraz z żoną na cmentarzu Parafii Katedralnej Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w Zamościu (kwatera XXIII.13.9).

Był żonaty z Ksawerą zd. Łosak (według innych dokumentów zd. Las) - również żołnierzem II Inspektoratu Zamojskiego AK. Miał czwórkę dzieci: Tadeusza, Bogdana, Ryszarda i Mariana.

Na marginesie można wskazać, że w protokołach jego przesłuchania na UB i wyrokach WSR figuruje nazwisko Bieńkowski. Jednak w podpisie własnoręcznym przesłuchiwanego figuruje nazwisko Binkowski.

IPN Lu 01/435,
IPN Lu 08/226/3,
IPN Lu 015/685,


                                                                                                   Bartłomiej Szyprowski