niedziela, 17 czerwca 2018

Piotr Bartnik "Jastrząb", "Mitrosa"


Urodził się 28 VI 1929 r. w Źrebcach. Jego rodzice: Marcin i Agnieszka z domu Chwiejda byli rolnikami posiadającymi 4 ha gospodarstwo rolne. Miał dwie siostry - Katarzynę i Wandę oraz czterech braci - Andrzeja, Feliksa, Jana i Michała. Ukończył 7 klas szkoły powszechnej w Źrebcach[1]. Później pracował w gospodarstwie rolnym rodziców. W czasie okupacji nie należał do żadnej organizacji konspiracyjnej, jednak jako kilkunastoletni chłopak czasem pomagał jako furman żołnierzom oddziału AK ppor. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy”. Od lipca 1944 r. pomagał nadal w gospodarstwie rolnym rodziców. Z uwagi na fakt, że rolnicy odbudowywali swoje domostwa ze zniszczeń wojennych wyuczył się stolarstwa i pracował jako cieśla przy budowie domów oraz zajmował się odwiertami studni. Od 1948 r. był w konspiracji wraz z m.in. Tadeuszem Radzikiem, Wiktorem Tetlakiem „Jaworem" i Krzywickim[2]. Grupa zbierała się doraźnie i wykonywała akcje napominające zwolenników nowej władzy oraz funkcjonariuszy ORMO. W latach 1948-1949 był również łącznikiem przewożącym meldunki z Radecznicy do Lublina. Niestety nie znał nazwy organizacji ani nazwisk wchodzących w nią osób. Od marca 1950 r. był żołnierzem "lotnego" oddziału Józefa Złomańca „Mosiądza”. Nosił pseudonim „Jastrząb". Oprócz tego Tetlak nazywał go „Mitrosą", na wspomnienie osoby, z którą zetknął się w czasie pobytu w obozie koncentracyjnym. Był uzbrojony w automat PPSz, z pudełkowym magazynkiem, który partyzanci odebrali członkowi ORMO. „Jastrząb" uciął w nim kolbę, aby łatwiej było go ukryć pod płaszczem. Członkowie oddziału „Mosiądza" wykonywali zlecone akcje, a później wracali do domów. W kwietniu 1950 r. nastąpiły aresztowania w łonie II Inspektoratu Zamojskiego AK. Jedną z osób, z którą współpracował i znał był Jan Hadam „Agrest", który zaczął się ukrywać po próbie aresztowania. Wówczas Bartnik, bojąc się aby na jaw nie wyszła jego działalność, również ukrył się. 4 XI 1950 r. wyjechał z Edwardem Wyłupkiem i Edwardem Poźniakiem na teren woj. zielonogórskiego, gdzie przez okres jednego miesiąca pracował jako robotnik leśny w nadleśnictwie Cisów[3]. Później wyjechał do siostry Katarzyny Jakubowskiej mieszkającej w woj. bydgoskim. Bartnik był poszukiwany przez PUBP Zamość. Z uwagi na fakt, że zameldował się tam UB łatwo ustaliło jego miejsce pobytu, trafiając początkowo na adres w Cisach a później Toporzyczewie. 23 II 1951 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy PUBP Zamość w Toporzyszewie pod Bydgoszczą; 24 II 1951 r. funkcjonariusz PUBP z Zamościa Czesław Wlizło przesłuchał go w Aleksandrowie na temat udziału w akcjach ekspropriacyjnych na sklepy Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, których dokonywała grupa J. Złomańca oraz kontaktów z „Mosiądzem". Bartnik przyznał się, że brał udział w akcji na filię GS w Gruszce Dużej oraz zaprzeczył kontaktom z „Mosiądzem”; 24 II 1951 r. był pod konwojem dwóch funkcjonariuszy MO przewożony pociągiem do Lublina. Jeszcze terenie gminy Aleksandrów poprosił konwojentów o możliwość skorzystania z ubikacji. Eskortował go jeden z milicjantów. Bartnikowi udało się zmylić go, otworzyć drzwi pociągu i wyskoczyć. Milicjant zahamowali bieg składu i zaczęli go gonić strzelając za nim. Udało mu się jednak uciec do pobliskiego lasu. Powrócił do siostry w Toporzyczewie, a 25 II 1951 r. dotarł pociągiem na Zamojszczyznę. W Rozłopach dowiedział się, że na tym terenie ukrywa się Feliks Świrgoń „Kołpak”. Udało mu się z nim skontaktować i Świrgoń[4] skierował go do „oddziału lotnego” Józefa Złomańca z Dalszej Armii Podziemnej. W tym czasie w skład oddziału wchodzili Czesław Walas „Orlik", Władysław Wróbel „Stary" i J. Złomaniec „Mosiądz". Bartnik nawiązał również kontakt z dowódcą placówki w Płonce Mieczysławem Siwkiem „Łosiem”[5]. We wrześniu 1951 r. do oddziału dołączyli również Mieczysław Bodek „Lew", „Sokół” mający na imię Stach i Tadeusz Radzik „Czarny” i Henryk Bartnik „Krzemień", zaś w listopadzie 1951 r. Wiktor Tetlak „Jawor”. Z relacji P. Bartnik dowiedział się, że „Stach" poprzednio był w oddziale żandarmerii Hieronima Dekutowskiego „Zapory". W lipcu-sierpniu 1951 r. z „Łosiem" skontaktował się Aleksander Soboń „Wicher", który objął dowództwo oddziału. Oddział został podzielony na kilka grup, które ukrywały się i działały oddzielnie. Ich skład był dość płynny, ale „Jastrząb" najczęściej przebywał z „Mosiądzem" i "Krzemieniem". Oddzielną grupę tworzyli "Lew" i Stach", a kolejną "Wicher" i "Orlik".  Żołnierze byli ubrani w mundury wojskowe, które dla nich uszyto.
     Pod koniec 1951 r. partyzanci DAP-u chcieli zmienić teren działania z uwagi na dużą ilość KBW i UB w okolicy Sułowa.  Mieli im w tym pomóc Piotr Wajstuch i Jan Chwiejda, którzy ukrywali sie i działali w okolicach Szperówki. W tym celu w grudniu 1951 r. nawiązali oni kontakt z W. Tetlakiem, a za jego pośrednictwem z J. Złomańcem i P. Bartnikiem. Jak się później okazało od listopada 1951 r. byli oni informatorami UB  - Piotr Wajstuch ps. „Nawrócony” a Jan Chwiejda ps. „Szczery”. Od początku stycznia 1952 r. do 15 I 1952 r. „Mosiądz”, „Jastrząb”, Wajstuch i Chwiejda ukrywali się wspólnie w bunkrze w lesie koło Komodzianki. 12 I 1952 r. Wajstuch opuścił bunkier, zaś 15 I 1952 r. odszedł Chwiejda. Tego samego dnia „Jastrząb” wyszedł z kryjówki i na skraju lasu zauważył obławę KBW. Poinformował o tym Złomańca, który postanowił pozostać bunkrze. Bartnik odszedł w kierunku Chłopkowa, a następnie dotarł do swojego domu w Źrebcach. 15 I 1052 r. "Mosiądz" został zatrzymany w wyniku obławy. "Jastrząb" niedaleko miejsca zamieszkania w tzw. dołach Sąsiedzkich (w lesie rozłopskim niedaleko Szperówki) wybudował  schron ziemny, który był położony w odległości ok. 2 km od wsi Źrebce. W trakcie budowy spotkał "Jawora", z którym dokończyli pracę nad bunkrem. Obaj partyzanci ukrywali się w tym schronie. 1 IV 1952 r. dołączył do nich  Henryk Bartnik „Krzemień”, którego przyprowadził "Jawor". W połowie kwietnia 1952 r. partyzanci opuścili bunkier w obawie przed jego ujawnieniem przez ludność okoliczną, która rozpoczęła prace polowe.
   Wspólnie zbudowali drugi bunkier w lesie rozłopskim zlokalizowany w odległości ok. 1 km od Szperówki. Oprócz tego w odległości ok. 100 m. od bunkra zbudowali szałas, w którym przebywali do 17 V 1952 r. Pobyt w szałasie był spowodowany "niezdrowym powietrzem" w schronie ziemnym. 24 IV 1952 r. „Jawor” i „Jastrząb” spotkali się w lesie rozłopskim z Wajstuchem i Chwiejdą, z którymi ukrywali się w tym bunkrze.
    26 IV 1952 r. „Nawrócony”, Tetlak i Bartnik spotkali się z „Agrestem”, któremu Tetlak przedstawił Wajstucha. 11 V 1952 r. Wajstuch ponownie spotkał się z „Jastrzębiem" w lesie rozłopskim i umówili się na kolejne spotkanie w okresie 16-18 V 1952 r. Na umówione spotkanie mieli również przyjść „Jawor" i „Krzemień”. Powiadomiony o tym fakcie PUBP Zamość przygotował kombinację operacyjną, z udziałem agentów „Szczerego” i „Nawróconego”, mającą doprowadzić do ujęcia członków oddziału. Informatorzy mieli namówić partyzantów do spotkania w wyznaczonych zabudowaniach, niby celem omówienia i przeprowadzenia akcji na sklep GS we Frampolu.  Następnie mieli ich spoić alkoholem i zawiadomić KBW, celem ich zatrzymania. Plan się jednak nie powiódł bowiem w tym terminie partyzanci nie spotkali się a agentami. 
  20 V 1952 r. „Jastrząb” opuścił Tetlaka i Bartnika i spotkał się z Wajstuchem oraz Chwiejdą. Wspólnie przebywali w lesie Łysiec koło Latyczyna. Nocą 21 V 1952 r. "Jastrząb" został doprowadzony przez Wajstucha do bunkra koło Komodzianki, gdzie mieli się ukrywać. Jedzenie dostarczył Chwiejda. Według innych źródeł na miejscu mieli być również „Jawor” i „Agrest”. 22 V 1952 r. Hadam, po uzyskaniu informacji o planowanej obławie 3 Brygady KBW i PUBP w Zamościu wraz z „Kołpakiem” opuścił bunkier w lesie koło Komodzianki.  Następnie Wajstuch opuścił bunkier informując „Jastrzębia”, ze udaje się do rodziny.  22 V 1952 r. bunkier został otoczony przez obławę KBW i PUBP Zamość. Jak wspominał Piotr Bartnik, w pewnej chwili właz do bunkra został otworzony i stojący na zewnątrz żołnierz KBW powiedział do wnętrza: „Wychodzić”. „Jastrząb" znalazł się w sytuacji bez wyjścia i opuścił kryjówkę. Po wyjściu z bunkra zauważył co najmniej 50 żołnierzy KWB otaczających teren. Został przeszukany i zabezpieczono przy nim: PPSz nr 9244 bez kolby i granat zaczepny. Następnie ujęty partyzant został przewieziony do siedziby PUBP Zamość, gdzie według wspomnień P. Bartnika spędził jedną dobę[6]. Był przesłuchiwany przez funkcjonariusza UB Władysława Romanka. W czasie przesłuchania był bity pałkami przez dwóch funkcjonariuszy UB. Następnie został przewieziony do siedziby WUBP Lublin przy ul. Szopena 18, gdzie przesłuchiwał go Aleksander Rejak.
    Postanowieniem Wojskowego Prokuratura Rejonowego w Lublinie mjr Marka Szaubera z 26 V 1952 r. Bartnik został tymczasowo aresztowany. 
       29 IX 1952 r. wydano przeciwko niemu postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej i tego samego dnia został oskarżony: o udział w grupie terrorystycznej mającej na celu zmianę przemocą ustroju państwa, posiadanie broni palnej, dokonanie zamachów na dwóch członków ORMO tj. Kazimierza Kotarę i Czesława Kudryckiego oraz napadów na spółdzielnie GS w Izbicy, Kawęczynie, Kosobudach i Gruszce Dużej. Wraz z nim na ławie oskarżonych usiedli J. Złomaniec, A. Soboń, Cz. Walas i W. Wróbel. 
      Sprawę rozpoznawał Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie sygn. Sr 651/52 sąd pod przewodnictwem kpt. Jerzego Drohomireckiego. Oskarżał prokurator por. Czesław Bartłomiejczyk. Bartnika bronił obrońca z urzędu adw. Jerzy Filipowski. Proces odbył się w siedzibie sądu w Lublinie, prawdopodobnie  w miejscu gdzie  dzisiaj mieści się sąd rejonowy w :Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu 76, w dniach 28-30 X 1952 r. Bartnik przesłuchany 28 X 1952 r. częściowo przyznał się do zarzucanych mu czynów tj. 
1. akcji na sklep w Gruszce Dużej 8 III 1950 r. wraz z E. Wyłupkiem, J. Złomańcem i Bartoszczykiem; 
2. rozbrojenia 12 lipca 1951 r. gajowego ORMO-wca w Orłowej z automatu PPSz i pistoletu Walther P-38 wraz ze J. Złomańcem, Cz. Walasem i M. Bodkiem. Automat ten później otrzymał "Jastrząb"[7]; 
3. akcji na kasę w Izbicy 3 X 1951 r. wraz z Walasem, Bodkiem i H. Bartnikiem. Stał wówczas w obstawie i nie wiedział czy rozbrojono jakiegoś ORMO-wca[8]; 
4. akcji na sklep GS w Kosobudach 19 IV 1951 r. wraz z Walasem, Wróblem i Złomańcem. 
Nie przyznał się do akcji na sklep w Kawęczynie. Wyjaśnił, że posługiwał się pseudonimami „Jastrząb" i „Dziadek". W odniesieniu do oddziału stwierdził, że nie składał żadnej przysięgi, nie było żadnej organizacji ani dowódcy, bowiem Soboń, po zaproponowaniu mu tej funkcji nie zgodził się. W odniesieniu do Siwka wyjaśnił, że nie znał go i nie miał z nim żadnych kontaktów. Po odczytaniu mu zeznań ze śledztwa wyjaśnił, że nie są one prawdziwe. Zmyślił informacje w protokole o znajomości z Siwkiem bowiem był bity i kazano mu tak mówić. Powiedział, że w śledztwie był bity tylko, gdy pytano go o kontakty z Siwkiem.
     Udział Bartnika w akcji w Orłowej potwierdził na rozprawie Władysław Wróbel. Zeznał, że w tej akcji brali udział Złomaniec, Bodek, Bartnik i on. Bodek stał w obstawie, zaś pozostali weszli do domu gajowego. Wróbel zeznał, że Bartnik dostał zabrany gajowemu automat PPSz. Na kolejnej rozprawie w dniu 29 X 1952 r. Złomaniec wyjaśnił, że Bartnik brał udział w akcji w Orłowej, jednak stał na obstawie a później otrzymał pistolet a nie PPSz. W zakresie akcji na sklep w Kosobudzie Bartnik został rozpoznany przez świadka Jana Chomę. Gajowy i funkcjonariusz ORMO Kazimierz Kotara  zeznał, że w jego mieszkaniu byli J. Złomaniec i P. Bartnik. Andrzej Złomaniec sołtys Złojca rozpoznał Bartnika i Wróbla podczas akcji w spółdzielni w Złojcu. Bartnik temu zaprzeczył.
       Prokurator wnosił o wymierzenie Bartnikowi kary dożywotniego więzienia. Obrońca wniósł o uniewinnienie od czterech czynów oraz łagodny wymiar kary, zaś |P. Bartnik o łagodny wymiar kary.   
       Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie z 14 XI 1952 r. uniewinniono  go od zarzutu akcji na spółdzielnię w Kawęczynie oraz uznano za winnego pozostałych zarzuconych mu czynów. Bartnik został skazany na łączną karę 12 lat więzienia, przepadek całości mienia oraz utratę praw publicznych na 5 lat. 
   Wyrok został zaskarżony przez obrońców Walasa, Złomańca i Sobonia. Obrońca Bartnika nie składał skargi rewizyjnej. 
      Postanowieniem Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z 12 III 1953 r. uchylono wyrok dotyczący Bartnika w zakresie skazania za czyn z art. 86 § 2 KKWP oraz wysokości kary łącznej i przekazano sprawę karną do ponownego rozpoznania. W stosunku do pozostałych czynów zarzucanych P. Bartnikowi wyrok stał się prawomocny 21 XI 1952 r. 
     14 XI 1952 r. Bartnik został przeniesiony z aresztu WUBP Lublin przy ul. Szopena i osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. Następnie „Jastrząb" został przewieziony do więzienia na Mokotowie w Warszawie. Tam osadzono go w pojedynczej celi. W celi naprzeciwko przebywał prymas ks. Stefan Wyszyński. Bartnik był intensywnie przesłuchiwany w sprawie kontaktów z przeorem klasztoru w Radecznicy Janem Rybą. Po około 1 miesiącu przewieziono do więzienia w Goleniowie, gdzie pracował jako stolarz. Po odkryciu podkopu, którym część więźniów zamierzała uciec, Bartnik wraz z innymi więźniami został przewieziony do więzienia we Wronkach. Tam  nie pracował. Jak wspominał P. Bartnik, gdy przebywał we Wronkach umarł Józef Stalin. Co prawda wspominał, że w Goleniowie przebywał ponad 1 rok, lecz biorąc pod uwagę fakt, że Stalin umarł 5 III 1953 r. okres ten musiał być krótszy. 
        Po zwrocie sprawy karnej do sądu I instancji ponownie rozpoznawał ją Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie (sygn. Sr 402/53) pod przewodnictwem kpt. Bolesława Kardasza. Oskarżycielem był prokurator WPR por. Czesław Bartłomiejczyk, zaś obrońcą z urzędu Bartnika  adw. Irena Przeciechowska. Rozprawy sądowe odbyły się dniach 11 I 1954 r., 28 I 1954 r., 4 II 1954 r. i 6 II 1954 r. 
W toku rozprawy Bartnik zeznał, że nie należał do żadnej organizacji, nie miał żadnego pseudonimu oraz nie znał Siwka. 
Prokurator wnosił o wymierzenie Bartnikowi kary dożywotniego więzienia. Obrońcą  i P. Bartnik wnosili o łagodny wymiar kary. 
      Wyrokiem WSR w Lublinie z 6 II 1954 r. sygn. Sr 402/53 został uznany za winnego czynu z art. 86 § 2 KKWP i skazany na 8 lat więzienia, 4 lata pozbawienia praw publicznych oraz przepadek całości mienia. 
        Postanowieniem NSW w Warszawie z 12 VIII 1954 r. nie uwzględniono skargi rewizyjnej jego obrońcy. 
       Później został osadzony w więzieniu w Strzelcach Opolskich, gdzie pracował jako pomocnik zegarmistrza, a następnie wytwarzał koperty do zegarków. Więzienie opuścił 22 V 1960 r. po odbyciu 8 lat kary. Powrócił do domu rodzinnego w Źrebcach. Nie mogąc znaleźć pracy zajmował się stolarstwem oraz odwiertami studni głębinowych. W 1965 r. w kościele pw. św. Mikołaja w Szczebrzeszynie ożenił się z Marią Cecylią zd. Sokół. Po ślubie zamieszkali w Deszkowicach. W 1971 r. urodziła mu się córka Renata.
W latach 90. wyrok WSR wydany na P. Bartnika unieważniono uznając, że działał na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego.
Zmarł 10 marca 2021 r. w szpitalu w Szczebrzeszynie i został pochowany parafialnym pw. św. Mikołaja w Szczebrzeszynie.


[1] W czasie rozpraw sądowych Sr 651/52 i Sr 402/53 podnoszono, że ukończył 2 klasy szkoły powszechnej.
[2] To nazwisko wspominał P. Bartnik, lecz nie pojawia się ono w aktach jego spraw karnych. Być może chodzi o Jana Jezierskiego lub Franciszka Banaszczuka „Robaka”.
[3] Wspominając ten okres P. Bartnik wskazał, że wyjechał tam sam.
[4] W śledztwie i w toku rozprawy sądowej P. Bartnik zeznał, że spotkał się z Czesławem Walasem. Razem poszli do Bolesława Iwaszczuka do Wirkowic, gdzie następnego dnia spotkali się ze Złomańcem i Wróblem .
[5] Według jego zeznań ze śledztwa miało to miejsce dwukrotnie we wrześniu i listopadzie 1951 r.
[6] Z materiałów sprawy IPN Lu 01/704 wynika, że P. Bartnik był przesłuchiwany przez oficera śledczego PUBP Zamość Władysława Romanka 22 V 1952 r. oraz 24 V 1952 r.
[7] W śledztwie wskazywał, że od automatu tego odkręcił kolbę, aby łatwiej go było przenosić. Miał go do chwili zatrzymania.
[8] Do jego rozbrojenia przyznał się w śledztwie.


AIPN Lu 00226/1, Kartoteka ogólnoinformacyjna WUSW w Lublinie dot. Piotra Bartnika, 
AIPN Lu 08/227/1, Protokół przesłuchania podejrzanego Piotra Bartnika, 
AIPN Lu  01/704/, t. 1-2, Akta sprawy karnej Piotra Bartnika i innych,
AIPN Lu 72/107/3, Akta śledcze Piotra Bartnika i innych,
Relacja Piotra Bartnika, 16 VI 2018 r., w zbiorach autora.

Agenci "Szczery" i "Nawrócony" zostali zwerbowani na materiałach kompromitujących przez WUBP Lublin 16 XI 1951 r., celem rozpracowania oddziału J. Złomańca,
 AIPN Lu 0017/1125/1, Akta informatora "Nawróconego",
AIPN Lu 0024/976, Akta informatora "Szczerego".

Bartłomiej Szyprowski

niedziela, 27 maja 2018

Historia jednej zasadzki. Ujęcie Czesława Skrobana "Małego" 30 V 1951 r.




Czesław Skroban, co prawda nie był żołnierzem II Inspektoratu Zamojskiego AK, lecz oddziału WiN Jana Leonowicza "Burty", chociaż sam twierdził, ze "Burta" był podporządkowany organizacji M. Pilarskiego. Niemniej jednak jako ciekawostkę chciałbym przytoczyć okoliczności jego zatrzymania przez UB.  
Czesław Skroban "Sobota", "Mały", "Mikrus", "Skała" urodził się 31 VIII 1926 r. w Suścu. Po ukończeniu 2 klas szkoły powszechnej w Suścu pracował w gospodarstwie rolnym rodziców. Jego ojciec Jan umarł w 1944 r. Gospodarstwo prowadziła matka Katarzyna, której pomagał.
       Od kwietnia 1942 r. Czesław Skroban ukrywał się przed Niemcami z powodu uchylenia się od wyjazdu na przymusowe roboty do Rzeszy. Z powodu faktu, że u jego ojca wcześniej ukrywali się dwaj żołnierze sowieccy z biegli z niewoli, którzy mieli kontakt z partyzantką, zabrali Cz. Skrobana ze sobą. W okresie od kwietnia 1942 r. do lutego 1944 r., pod pseudonimem "Sobota" był żołnierzem sowieckich oddziałów partyzanckich m.in. Michaiła Atamanowa „Miszki Tatara” i „Waśki Gruzina”. Później oddział partyzancki dołączył do partyzantki Kowpaka. "Sobota" w okresie luty-marzec 1944 r. przebywał "na melinie" w Borowcu lecząc chorobę nóg, a następnie dołączył do innego oddziału partyzantki sowieckiej. Podczas operacji „Sturmwind”, po wycofaniu się oddziałów komunistycznych dołączył  do oddziału BCh Stanisława Basaja „Rysia”. Po ich rozbiciu ponownie dołączył do poprzedniego oddziału.
        Tworzące się zręby nowej władzy komunistycznej potrzebowały osób "sprawdzonych w walce|" a takim był Skroban, jako członek sowieckiej partyzantki. Podjął pracę w Komendzie Wojennej NKWD w Tomaszowie Lub. Jednak widząc postępowanie komunistów wobec AK szybko zraził się do tego działania i zrezygnował ze służby. Od lipca 1944 r. do 6 III 1946 r.  pomagał matce w gospodarstwie rolnym i pracował jako robotnik leśny koło Suśca.
Jednocześnie był poszukiwany przez MO jako posądzany o kradzieże i zaczął się ukrywać. Szukał kontaktu z partyzantką, ale działająca konspiracja antykomunistyczna nie dowierzała mu jako byłemu partyzantowi "Miszki Tatara" i oddziałów sowieckich. W tym czasie doszło do sytuacji, gdy funkcjonariusze MO z Majdanu Sopockiego przeprowadzając rewizję w jego domu rodzinnym pobili dotkliwie jego matkę.  W odpowiedzi na to w 1945 r. "Sobota" rozbroił posterunek MO w Majdanie Sopockim. To spowodowało inne podejście do niego konspiratorów. Od stycznia-lutego 1945 r. został żołnierzem WiN plutonu Władysława Pardusa „Kata” w oddziale Stanisława Kopcia "Ligoty".
      6 III 1946 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej z Biłgoraja. Osadzono w areszcie jako podejrzanego o kradzież, jednak z powodu braku dowodów został 18 III 1946 r. został zwolniony. Później przez jakiś czas pracował w gospodarstwie rolnym, a następnie wyjechał do Gdańska. W lutym 1947 r. powrócił do Suśca, a w marcu 1947 r. ujawnił się. Od maja 1948 r. ukrywał się jako poszukiwany przez MO. W maju 1948 r. nawiązał kontakt z pozostającym w konspiracji Janem Leonowiczem "Burtą", którego znał jeszcze z czasów okupacji niemieckiej. Początkowo odmawiał wstąpienia do jego oddziału WiN lecz w lipcu 1948 r. wszedł w jego skład. Był żołnierzem patrolu Stanisława Samca „Paska”, a często "chodził" z samym "Burtą". "Mały" przechowywał również radiostację, którą oddział otrzymał od Jana Kopra.
       Antykomunistyczna działalność Skrobana zakończyła się 30 V 1951 r., kiedy został ujęty w zasadzce KBW i PUBP Tomaszów Lub. zorganizowanej w zabudowaniach  Jana Kopra w Oseredku. 
        W czasopiśmie „W Służbie Narodu” dowodzący zasadzką sierż. Ryszard Trąbka z PUBP Tomaszów Lub. wspominał: „Wiedzieliśmy z dokładnością do kilku dni kiedy bandyci przyjdą do swego informatora po wiadomości i dlatego szef urzędu zdecydował się na wyznaczenie zasadzki. jej szczegóły zostały opracowane przy udziale majora Wołkowa z WUBP w Lublinie, a do realizacji wyznaczono mnie oraz Czesława Dudka – pracownika mojego referatu. Do pomocy przydzielono nam ponadto dwóch żołnierzy KBW. Plan zasadzki był prosty. Razem z Dudkiem mieliśmy siedzieć w stodole, do której mieli wejść bandyci z informatorem o wpół do dwunastej w nocy. Taką właśnie porę wyznaczał przejeżdżający w pobliżu pociąg osobowy zdążający z Bełżca do Lublina, którego turkot miał być sygnałem do spotkania, a dla nas  - do ujęcia bandytów.  Zewnętrzną ochronę przy obu drzwiach stodoły stanowili dwaj  przydzieleni nam żołnierze. Zadanie nie było łatwe, gdyż spodziewaliśmy się przybycia trzech członków bandy i nawet w duchu dziwiłem się otrzymanemu poleceniu o konieczności ujęcia ich żywcem. Proporcje sił nie gwarantowały przecież wykonania zadania zgodnie z założeniem. Ale z drugiej strony rozumiałem, że liczba uczestników akcji, ze względu na szczególne jej warunki, musiała być ograniczona do minimum. Ostre pogotowie wyznaczaliśmy koło dziesiątej wieczorem. Żołnierze wychodzili po cichu ze stodoły, zajmowali w pewnym oddaleniu zakryte punkty obserwacyjne, a my dwaj stawaliśmy z obu stron wrót uważnie śledząc podwórko przez szczeliny między deskami ścian. Zbliżający się gwizd lokomotywy i narastający stuk wagonów wywoływał u nas ogromne podniecenie i napięcie [...] Po kilku dobach bezskutecznego oczekiwania i daremnego lustrowania podwórza, po którym kręcił się zawsze przed północą samotny informator, nasza cierpliwość została nagrodzona. w kwadrans po przejechaniu lubelskiego pociągu zobaczyliśmy, jak do pomocnika bandytów podszedł uzbrojony mężczyzna. Z zapartym tchem obserwowaliśmy przebieg wydarzeń, spodziewając się nadejścia kompanów przybysza. Jednak nikt więcej nie nadchodził. Ze strzępów dobiegającej do nas rozmowy zorientowaliśmy się, że bandyta przyszedł sam. Odetchnęliśmy z ulgą. Po krótkiej chwili obserwowani przez nas mężczyźni podeszli do wrót stodoły rozchylili je i pochylając się pod poziomym drągiem wierzei weszli do środka. Pierwszy był uzbrojony bandyta. Szybko wysunąłem się zza skrzydła wrót, stanąłem z nim twarzą w twarz i mocno schwyciłem go oburącz obejmując jak do uścisku, starając się jednocześnie unieruchomić jego ręce. W pierwszej chwili pomyślał zapewne, że to żarty, bo roześmiał się i biorąc mnie za kogoś innego powiedział pojednawczym tonem: "Władek nie wygłupiaj się. Puść mnie". Postępujący za bandytą informator zorientował się w niebezpieczeństwie, zawrócił gwałtownie na podwórze, ale tu zagrodziły mu drogę automaty żołnierzy. Z podniesionymi rękami stanął potulnie pod ścianą stodoły. My tymczasem sapiąc z wysiłku mocowaliśmy się w pogrążonej w mroku stodole. Dudek chcąc pomóc w obezwładnieniu przeciwnika, zbliżył się do nas i nie rozróżniając w ciemnościach, chwycił mnie mocno za włosy. Na mój krzyk przypiął się do bandyty i tak spleceni wytoczyliśmy się na podwórze. W sukurs przyszli nam żołnierze, z których jeden zarzucił bandycie na szyję, chłopskie lejce wiszące na wozie, a drugi zręcznie wyłuskał mu zza pasa granat, pistolet i długi nóż z tylnej kieszeni. Potem zaprowadziliśmy go na posterunek. Był to „Mały”, jeden z najbliższych zauszników poległego „Burty”, mający na sumieniu kilka morderstw i wiele napadów rabunkowych. Jego zeznania pomogły nam w szybkim ujęciu pozostałych. [...] Z całej bandy pozostawał jeszcze na wolności tylko "Mogiłka"  ale i jego dni były policzone. [...] Moi koledzy wytropili go jesienią 1953 r. w Lipnie, gdzie zginął w czasie wymiany ognia z grupą funkcjonariuszy"  - Z. Pilarz, Przyrzeczenie, „W Służbie Narodu”, nr 51-52 (1293-1294), 17 XII 1978 r., s. 17.

     W tak plastycznej formie R. Trąbka przedstawił po latach przebieg pierwszego zatrzymania żywcem żołnierza "Burty". W jego relacji wszystko jest jasne. Członkowie zasadzki siedzią "cicho" w stodole oczekując na złapanie partyzanta, zaś żołnierze KBW tylko nocą wychodzą zająć stanowiska. I nikt ich przez 5 dni nie zauważa, nie zaszczeka żaden pies, nie skrzypną wrota stodoły zwracając uwagę hałasem? To raczej niemożliwe.
       Z dokumentów 3 Brygady KBW wyłania się jednak, różniący się w szczegółach, przebieg zasadzki i ujęcia "Małego" niż przedstawiony w relacji R. Trąbki.
   I. Sytuacja:  „W/g danych WUBP Lublin […] członek b. bandy „Burty” Skrobon [sic! Skroban - dop. BS] Czesław bez pseuda ma przybyć w dniach od 25/30.05.51 r. do jednej z dwóch wytypowanych melin w m. Oseredek. Na miejscu urządzenia zasadzki 3 zabudowania nie ogrodzone od strony zachodniej południowej i wschodniej znajdują się zabudowania sąsiadów, natomiast od strony północnej pole odkryte. Stodoła w której urządzono zasadzkę (kpr. Musialskiego) posiadała dwa wejścia jedno od strony południowej drugie od strony północnej. […] 
II. Siły grupy: Na zasadzkę wyznaczono grupę w sile 3-ch ludzi + 2-ch pracowników UB pod d-ctwem kpr. Musialski[ego -dop. BS] Eugeniusza wyposażonych w PM wz. 41 granaty z j.o. amunicji. […] Czas  - wystawienie zasadzki dnia 26.05.51 r. o godz. 22.00 zlikwidowanie bandyty dnia 31.05.51 r. o godz. 0.30. 
    Wnioski: 
1. Wiadomość o przybyciu bandyty na melinę była pewna, gdyż pochodziła z pewnych źródeł WUBP Lublin.
2. Teren sprzyjał działaniom [w] zasadzce, gdyż masyw leśny pozwalał na bliski dojazd samochodem a krzewy i zarośla rosnące w rejonie zabudowań od strony południowej umożliwiły skryte dostanie do stodoły w której urządzono zasadzkę. 
3. Siły grupy i ognia były wystarczające do schwytania bandyty żywcem, lub zlikwidowania go ogniem. […] 
III. Decyzja dowódcy: 
W celu schwytania bandyty Skroban Czesława w porozumieniu z PUBP Tomaszów Lubelski dowódca Brygady zdecydował: "W m. Oseredek […] wystawić dwie długotrwałe zasadzki wewnętrzne w sile 5 ludzi każda, uzbrojona w broń maszynową. Na zasadzkę wytypować specjalnych żołnierzy z 6 kompanii 2 baonu [III Brygady KBW - dop. BS]. Zasadzki wystawić dnia 25.05.51 r. w godzinach nocnych i utrzymać do chwili ujęcia bandyty lub do otrzymania rozkazu zejścia". 
IV. Przebieg działania: 
Dnia 23.05.51 r. Sztab Brygady otrzymał wiadomość z WUBP Lublin, że w dniach 23.05.51 r. - 30.05.51 r. na jedną z wiadomych melin w m. Oseredek [...] ma przybyć członek b. bandy "Burty" Skrobon Czesław bez pseuda. Po otrzymaniu wiadomości Dowódca Brygady zdecydował z G.O. "L" ściągnąć dcę 6 kompanii por. Cygan Emila + 5 żołnierzy, z których zorganizować dwie zasadzki w sile 3-ch ludzi każda + 2-ch pracowników UB. Dla należytego opracowania planu zasadzek wyjechał ze Sztabu Brygady do PUBP Tomaszów Lubelski Kierownik Sekcji Operac.[yjno]. Rozpoznawczej kpt. Piesiur, który wspólnie z Szefem PUBP opracował plan zasadzek uzgadniając termin wystawienia zasadzek na dzień 23.05.51 r. godz. 22.00. […] Dnia 25.05.51 r. o godz. 12.00 grupa w sile 6 ludzi podzielona na dwie podgrupy: 
jedna pod dctwem por. Cygana + 2 żołnierzy, 
druga pod dctwem kpr. Musialskiego + 2 żołnierzy 
wyjechała samochodem z Lublina do Tomaszowa, gdzie zakwaterowała w koszarach G.O. "B". Z powodu danych PUBP Tomaszów Lubelski termin wystawienia zasadzek został odłożony na dzień 26.05.51 r. Dnia 26.05.51 r. o godz. 21.00 w/w grupy w sile 5-ludzi wraz z pracownikami PUBP Tomaszów Lubelski wyjechały samochodem z Tomaszowa przez m. Kunki, Grabowice, Majdan Sopocki do lasu, gdzie grupa wysiadła i marszem ubezpieczonym udała się do m. Oseredek, gdzie rozbijając się na dwie podgrupy w zabudowaniach wskazanych przez pracowników UB wystawiono dwie zasadzki długotrwałe wewnętrzne, położone od siebie w odległości około 300 m. 
Zasadzka, w której dowódcą był kpr. Musialski umieszczona została  w stodole do której było jedno wejście z południowej strony od budynku mieszkalnego. Kpr Musialski po wejściu do stodoły wystawił w dogodnym miejscu przy ścianie (gdzie był otwór) obserwatora, któremu dał zadanie i pas obserwacji, oraz kierunek prawdopodobnego przybycia bandyty, poczym wraz z całym składem zasadzki omówił przypuszczalny plan działania w razie przybycia bandyty. W celu lepszej konspiracji i przykrycia bandyty ogniem oraz na wypadek przybycia większej grupy bandy kpr. Musialski w porozumieniu z pracownikami UB strzelców [Józefa] Niepsuj i [Lucjan] Muchajer umieścił w szopie obok stodoły.  W stodole pozostał sam z pracownikami UB. Dnia 31.05.51 r. o godz. 0.20 kpr. Musialski obserwujący podwórze zauważył podejrzany cień skradający się od strony południowej w kierunku stodoły. Po daniu umówionego znaku przez dcę zasadzki całość stanęła w gotowości bojowej. Bandyta po zbliżeniu się do stodoły z bronią w gotowości do strzału przystanął i około 10 minut nadsłuchiwał, po czym w tej samej postawie zaczął wchodzić do stodoły. Kpr. Musialski widząc wchodzącego bandytę, który za sobą zamknął wierzeja błyskawicznym ruchem wytrącił mu broń z ręki i złapał go jednocześnie za pas usiłując przewrócić na ziemię lecz bandyta dobrze zbudowany  począł się bronić i razem z kpr. Musialskim przewrócił się na ziemię gryząc go w rękę. Wymieniony kapral nie patrząc na ból trzymał silnie w pasie szamoczącego się bandytę do chwili przyjścia z pomocą pozostałych żołnierzy i pracowników UB, którzy rzucili się na leżącego mężczyznę ujmując go żywcem. W czasie osobistej rewizji przy bandycie znaleziono oprócz broni opis radiostacji R.O.W. oraz w pobliskim lesie dwa granat. Po schwytaniu bandyty zasadzka została zdjęta o godz. 1.00 dnia 31.05.51 r. poczym grupa kapr. Musialskiego wróciła do m. Tomaszów Lubelski, gdzie zdano bandytę do PUBP ”  - IPN BU 679/1092, k. 60-62. 
       Inną liczbę osób w zasadzce opisuje również protokół zatrzymania Skrobana z 31 V 1051 r.: "Ja funkcjonariusz Pow.[iatowego] Urz.[ędu] Bezp.[ieczeństwa] Pub.[icznego] w Tomaszowie Trąbka Ryszard wraz z grupą 3 żołnierzy KBW dokonaliśmy ujęcia ukrywającego się Skrobana czł.[onka] bandy "Burty" który był z bronią ałtomat PPSz w dniu 30 V 51 r. około godz. 24.00 w miejscowości Oseredek bm. Majdan Sopocki pow. Tomaszów Lub. w stodole Kopra Jana do którego przybył na melinę. Podczas zatrzymania zachowywał się źle broniąc się do ostatka. Funk.[jonariusz] Pow.[iatowego] Urz.[ędu] Bezp.[ieczeństwa] Publ.[licznego] w Tomaszowie Lub. Trąbka". - IPN Lu 21/41/1, k. 7.
        Sam Czesław Skroban, w rozmowie z Henrykiem Pająkiem wspominał tą sytuację: "Moja wojaczka zakończyła się w stodole u Jana Kopra "Jancio". czekali tam na mnie przez wiele dni i nocy. Tej ostatniej czaili się na mnie Ryszard Trąbka, Roma Dudek, Gierczak, Bednarz, Pokrywka - wszyscy z UB oraz milicjanci Henryk Kuryluk i Grad. Do stodoły wprowadził mnie "Jancio". Zaraz po przekroczeniu wrót ktoś chwycił mnie mocno w pół. [...] Przez chwile wydawało mi się, że to jakiś żart ale w następnym momencie wczepiło się we mnie kilka rąk i zrozumiałem, że to nie przelewki. [...] Jakimś nadludzkim wysiłkiem, bo przecież nie bez powodu miałem m.in. pseudonim "Mały" udało mi się wywlec ze sobą i na sobie ten kłąb paru ludzi na zewnątrz stodoły. tam jeszcze dość długo nie mogli sobie ze mną poradzić. Zanim to się stało wszyscy razem wtoczyliśmy się w zagłębienie przed oborą wypełnione  gnojowicą, że potem przez kilkanaście dni śmierdziałem w celi gnojówką. Kiedy mnie ju obezwładnili kazali siostrze "Jancia" podać końskie lejce. Skrępowali mnie jak niemowlę w beciku i dopiero wtedy rozbroili i dokładnie przeszukali zabierając pepeszę, visa, granat i ukryty w cholewie buta nóż sprężynowy. Zawieźli mnie do Tomaszowa do siedziby Bezpieki. Z miejsca przystąpili do ostrej obróbki czyli bicia". - H. Pająk, Burta kontra UB, Warszawa 2014, s. 204-206. 
   Analizując ww. dokumenty, pomijając nieścisłości dot. tego kto pierwszy ujął Skrobana, należy zadać pytanie jak to możliwe, aby zasadzka na "Małego" nie została spostrzeżona przez okoliczną ludność ani gospodarza posesji Jana Kopra? Wydaje się to niemożliwe, zaś przedstawione relacje nic na ten temat nie mówią. Nie ma bowiem możliwości, aby przez kilka 5 nie zauważono pobytu członków zasadzki na terenie obejścia. Ze szkicu wynika, że w skład posesji wschodziła stodoła, szopa, chlew i dom, którego okna wychodziły na stodołę. Praca w gospodarstwie rolnym ma bowiem swoje wymogi, w co wchodzi również karmienie zwierząt gospodarskich, które tu występowały (chlew), a co za tym idzie konieczność wchodzenia przez gospodarza do pomieszczeń inwentarskich tj. szopy czy stodoły aby dostarczyć zwierzętom słomy czy siana. Nadto każdy intruz zostałby natychmiast wykryty przez psa, który w tym czasie z reguły przebywał na terenie posesji, zaś jego szczekanie musiałoby od razu, przy przyjściu obcych ludzi 26.05.1951 r. zwrócić uwagę gospodarza. Nawet jeśli ten gospodarz nie miał psa to na posesjach z reguły były psy gospodarskie, które nocą puszczano luzem. Chyba, że gospodarz oraz jego sąsiedzi specjalnie odizolowaliby psy, aby nie zdradziły tego faktu. Poza tym żołnierze nie mogli przebywać cały czas w ukryciu musieli coś jeść i załatwiać potrzeby fizjologiczne, a to ewidentnie naraziłoby ich na możliwość wykrycia przez mieszkańców. Oczywiste jest, że KBW chciało podejść niezauważenie do posesji, ale nie z powodu obawy przed ich wykryciem przez właściciela, co raczej okolicznych sąsiadów, aby ci nie przestrzegli partyzantów.
          Dodatkowo w aktach sądowych sprawy Skrobana nie wynika, aby "meliniarz" został zatrzymany oraz przedstawiono mu zarzuty pomocy "zbrojnej bandzie", co było regułą w sytuacji ujęcia lub zabicia partyzantów na posesjach osób z nimi współpracujących np. Świszczów z kol. Alojzów po śmierci Henryka i Wacława Kwaśniewskich 15 XII 1951 r. 
        Co więcej przesłuchiwany przez UB Skroban zeznawał o Janie Koprze "Janciu": 5.06.1951 r.  - "Z osób zaufanych naszej bandy wywiad przeprowadzał nam przeważnie Koper Jan przezwisko "Jancio" zam. w Oseredku, który przychodził do lasu i mówił nam gdzie jest wojsko w terenie lub funckj.[onariusze] M.Ob. lub UB". Na pytanie o współpracowników oddziału Skroban podał m.in. : "Koper Jan przezwisko "Jancio" (posiada gospodarstwo około 9-co morgowe) Do w/w-ego od 1948 r. do lata 1950 r. zachodziłem po żywność. a od tej pory do czasu zatrzymania zachodziła cała nasza grupa z "Burtą" na czele. Ja "Burtę" skontaktowałem z nim. Ponadto przechowywał nam radio "Telefunken" za co otrzymał od nas dwa koce, które pochodziły z rabunku z domu wypoczynkowego w Skwarkach. W/w kontaktował w razie  zagubienia się od grupy" - IPN Lu 21/43/1, k. 26, 28.
2.04.1952 r. w sprawie radiostacji Skroban zeznał, że: "W sierpniu tegoż roku [1950] "Burta" dał mi 5000 zł i polecił mi przynieść od Kopra Jana zwanego popularnie "Janciem" zam. w Oseredku gm. Majdan Sopocki aparat radiowy, za który kazał mi "Janciowi" zapłacić te 5000 zł. Zaznaczam, że kilka dni przedtem byłem obecny przy rozmowie "Burty" z "Janciem" gdzie właśnie "Jancio" mówił "Burcie", że posiada aparat radionadawczy. [...] W dalszej rozmowie z "Burtą" "Jancio" powiedział, że [...] chce ten aparat sprzedać. [...] Wtedy to udałem się do "Jancia" i mu o celu mego przybycia powiedziałem. "Jancio" kazał mi poczekać  koło stodoły a sam poszedł do [...] skąd po chwili wrócił z nim przynosząc ze sobą aparat nadawczy. [...] Wtedy ja wręczyłem jednemu z nich ale któremu tego dokładnie nie pamiętam 5000 zł które to dał mi "Burta". - IPN Lu 21/43/1, k. 189-190. Z tego wynika, że osoba, o której zeznawał była tożsama z "meliniarzem", w którego został złapany. Nie tylko więc przekazał oddziałowi WiN radioodbiornik, ale aktywnie pomagał. Czy został oskarżony? Z materiałów sprawy to nie wynika. a przecież w tym czasie obowiązywały przepisy KKWP, które nawet za niepoinformowanie o tym, że widziało się partyzantów przewidywał karę do 5 lat więzienia. Za jednokrotne udzielenie pomocy oddziałowi "Burty" można było zostać skazanym i takie przypadki miały miejsce w rzeczywistości. Natomiast Jan Koper został przesłuchany na okoliczności dot. przekazania radia w dniu 12.11.1952 r. Zeznawał jako świadek i z materiałów nie wynika, aby był osadzony w więzieniu. Co więcej podawał, że nie mieszkał już w Oseredku lecz pod Lublinem, gdzie pracował w zakładzie przemysłowym. Potwierdził jedynie fakt, że radioodbiornik znalazł w lesie i nieodpłatnie dał go Skrobanowi. Z powyższego zdaje się wynikać, że przyczynił się on do zatrzymania "Małego" informując UB o miejscu spotkania i wiedząc o zasadzce w zabudowaniach.
       Z analizy meldunku KBW zdaje się wynikać, że nie było drugiej zasadzki u innego gospodarza, a jej opis miał na celu wprowadzenie w błąd. Wiedziono na którą z "melin" miał przybyć Skroban i tylko tam rzeczywiście wystawiono zasadzkę. Druga ekipa KBW, oddalona o 300 metrów, miała po prostu spowodować, aby w okresie urządzonej zasadzki nikt z mieszkańców nie przekazał o niej informacji partyzantom, w tym np. pozamykać psy itp. Wątpliwe jest również to, że Skroban miał wejść do stodoły, jak według raportu KBW z bronią "w gotowości do strzału" i żeby kpr Musialski wytrącił mu broń z ręki, gdyby bowiem tak było złapanie go za pas, celem przewrócenia nie zapobiegłoby strzelaninie. Poza tym brak było podstaw, aby Skroban musiał się czegoś obawiać, bowiem jak wskazują Trąbka i Skroban, do stodoły wprowadził go właściciel posesji, któremu ufał jako zaufanemu współpracownikowi oddziału "Burty". Poza tym Skroban wspominał, że rozbrojono go dopiero po skrępowaniu lejcami, co wskazuje, że automat miał prawdopodobnie na plecach. Zresztą meldunek KBW wskazuje, że z broni miał tylko "pepeszę", o o broni krótkiej za pasem wspominał Trąbka (wg Skrobana miał "Visa"). Kolejną kwestią jest to, że prawdopodobnie nie  spodziewano się nadejścia większej ilości partyzantów bo w tym wypadku zasadzka miałaby większą liczbę osób. Zgodzić się w tym zakresie należy z depozycjami Trąbki, iż "proporcje sił" tj. ilość 5 osób nie gwarantowało ujęcia większej grupy partyzantów. Oczywiście fakt współdziałania z gospodarzem nakazuje odrzucić twierdzenia Trąbki, iż  "rozumiałem, że liczba uczestników akcji, ze względu na szczególne jej warunki, musiała być ograniczona do minimum" wskazujące niby na działanie bez wiedzy właściciela posesji jako niemożliwe do przeprowadzenia w rzeczywistości, z powodów przedstawionych wyżej. 
       Czesław Skroban po zatrzymaniu przeszedł gehennę śledztwa i stanął przed sądem. WSR w Lublinie, pod przewodnictwem kpt. Bolesława Kardasza, wyrokiem z dnia 16 V 1953 r. sygn. Sr 206/53 skazał go na karę śmierci i przepadek całego mienia. Partyzant spędził dwa miesiące w oczekiwaniu na jej wykonanie, do czasu, gdy wyrokiem Naczelnego Sądu Wojskowego w Warszawie z 14 VII 1953 r. wyrok śmierci zamieniono mu na dożywotnie pozbawienie wolności. Później był osadzony w kilku różnych więzieniach, zaś na wolność wyszedł 30 IX 1961 r. 

Bartłomiej Szyprowski

poniedziałek, 21 maja 2018

Pamięć. 23 V - Rocznica śmierci "Szuma"

23 maja 1952 r. w Gliniskach gm. Uchanie w walce z obławą KBW-UB zginął ostatni dowódca "lotnej żandarmerii" II Inspektoratu Zamojskiego AK st. strz. Wincenty Mieczysław Wróblewski "Szum", "Pogrom". Zginął w odległości ok. 4 km od domu rodzinnego w Kol. Świdniki. Miejsce jego pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Cześć jego pamięci.

piątek, 11 maja 2018

Pamięć. 11 V - Rocznica śmierci "Ryśka" i "Romka"

11 V 1952 r. w obławie KBW-UB pod Niedzieliskami zginęli żołnierze II Inspektoratu Zamojskiego AK z oddziału W.M. Wróblewskiego "Szuma" Eugeniusz Malec "Rysiek" i Antoni Mojżesz "Romek". Ich miejsca pochówku do dzisiaj są nieznane.
Cześć ich pamięci.