czwartek, 18 kwietnia 2019

Fragment wspomnień Czesławy Skiby


W dniu 3 marca 1951 r. Stanisław Pakos "Wrzos", Czesław Szewluk "Orlik" i trzeci nieznany partyzant dokonali akcji ekspropriacyjnej na sklep Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Łabuńkach. Według dokumentów UB partyzanci zabrali różnego rodzaju towary na łączną kwotę 4803,20 zł.

Poniżej unikatowy fragment wspomnień Czesławy Skiby - sklepowej z  ww.  sklepu opisujący tą akcję oraz zachowanie UB po zawiadomieniu o akcji na sklep.

Wspomnienia opublikowano w czasopiśmie "Igła" Informator Gminy Łabunie" z 2017 r., nr 4.



Czesława Skiba  
Dotknąć przemijania
„I otworzyli sklep w Łabuńkach. I wzięli mnie do niego […]. W 1950 r. […] w tym sklepie jeszcze byłam. Rok później to było w sobotę, sprzątałam sklep, mąż wrócił z pracy z Zamościa. Przyszedł do mnie. Zamknęliśmy sklep. Idziemy do domu. Dochodzimy do szosy, a sklep był u Petryka. Jakiś gość przechodzi z bronią:
„Wracać się” – mówi – „Sklep otwierać” […].
Broń wyciągnął, pepeszę. Otworzyłam sklep i mówię, że go nie znam, że w tym sklepie nie ma nic do brania, pieniędzy nie mam w ogóle, bo kupiłam dziesięć skrzynek jajek […]. Wszedł do sklepu […]. Przyleciał drugi z workiem. Wziął trochę towaru co nie zszedł. A jeszcze wcześniej poszedł do Petryka i zawołał Jana Petryka za świadka [1]. Chciał pieniędzy, a ja mu mówię, że zapłaciłam za jajka ludziom i nie mam pieniędzy. Miałam tylko osiemset złotych na cztery kilo jajek. To niech pan weźmie, innych nie mam. Wtedy mi się przedstawił:
- „Jestem Pakos” […].
Oni poszli. A mój mąż i Janek Petryk poszli na posterunek meldować, że był napad. Przyszłam do domu a tu podjeżdża łazik […]. Przychodzi czterech bezpieczniaków do nas do domu. Zapytał jeden:
- „Ty jesteś sklepową?”.
- Odpowiedziałam: „Tak jestem”.
- „Czegoś dała bandytom majątek?”.
- „Nic nie dała, nie mieli co brać, bo nic nie było”.
[Ubowcy] byli pijani. Wzięli wszystko, co mieliśmy w szafie wyrzucili na podłogę, po tym chodzili […]. Jeden zobaczył w kuchni koszyk z kartoflami. Wypchany był papierem, na którym był przywódca komunistyczny Kim Ir Sen. Przyleciał, tata uderzył dwa razy w twarz. Pytał jak on mógł to wziąć. To przecież wódz. A tato powiedział, że na szosie leżało pełno w burcie to sobie wziął i załatał dziurę w koszyku […]. I ten bezpieczniak powiedział, że pójdzie i mojego ojca Matkę Boską zabije. Złapał pistolet i poleciał do obrazu. Drugi go uspokajał. Nie strzelił.  Wszystko wyrzucili, pobili naczynia, które sobie poskładałam […].  I mnie zabrali do Zamościa do bezpieczeństwa […]. Zaprowadzili mnie na górę, na pierwsze piętro. We czterech bez przerwy i mi gadali […]. Ale oni siedzieli a ja stałam. Nic nie mówiłam. Nawet nie mówiłam, że [to zrobił] Pakos, bo po prostu zapomniałam. Potem przyszło znowu dwóch znowu zaczynają swoją gadkę protokół pisać i znowu od początku to samo […]. Druga godzina w nocy „Zbieraj się do domu”. Wyszłam z tego bezpieczeństwa […]. Sama szłam do samych Łabuniek”.

[1] - wezwanie na świadka osoby Jana Petryka oraz podanie nazwiska "Wrzosa" ewidentnie wskazuje, że akcja nie miała charakteru bandyckiego lecz działania w ramach struktury antykomunistycznej bowiem przy czynach kryminalnych ważna była tajność działań, a nie ich ujawnianie i przedstawianie nazwiska jej wykonawcy osobom postronnym.

- Dopiski w nawiasach kwadratowych i podkreślenie - Bartłomiej Szyprowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz